album cover
Warzywniak
70
Reggae
Skladba Warzywniak vyšla 26. března 2011 Karrot Kommando na albu 10 Piosenek
album cover
Datum vydání26. března 2011
ŠtítekKarrot Kommando
Melodičnost
Akustičnost
Valence
Tanečnost
Energie
BPM160

Hudební video

Hudební video

Kredity

PERFORMING ARTISTS
Pablopavo
Pablopavo
Mixed Artist
Emiliano Jones
Emiliano Jones
Hammond Organ
COMPOSITION & LYRICS
Pablopavo i Ludziki
Pablopavo i Ludziki
Songwriter
Emiliano Jones
Emiliano Jones
Composer

Texty

Rok dziewięćdziesiąty piąty, miasto Warszawa
Przełom powoli na kapitalizm zakrawa
Siedzą w blues barze, w dawnym szalecie
Śmierdzące interesy pasują tu dobrze przecież
Młody wszedł w posiadanie przypadkiem, na działkach
Ktoś tam wyjechał, została się po nim grządka
A na tej grządce roślina piękna i nieporządna
Kiedy urosła, młody po prostu ją posprzątał
Rozdawał kolegom i dziewczynom, no bo miał gest
Ale hydrant na półpiętrze to nie miejsce
Teraz ręce mu się pocą, bo nie ma wprawy
Umówili cenę, miejsce, dopili browary
Palą i mierzą się wzrokiem
W szarawym świetle szalety nie mają okien
Tamten wygląda jak z reklamy pierwszych komórek
Młody kopie się w sumienie, ale jest spokojny w sumie
A myśli szybko biegną
By wpadać w czarne sedno
By łączyć się ze strachem
W wydyganą, lepką jedność
A oczy ledwo patrzą
Jakby patrzyły w bagno
Jakby zapadły na chorobę
Trochę nieładną
A myśli szybko biegną
By wpadać w czarne sedno
By łączyć się ze strachem
W wydyganą, lepką jedność
A oczy ledwo patrzą
Jakby patrzyły w bagno
Jakby zapadły na chorobę
Trochę nieładną
Właściwie w tej samej godzinie na nieodległych Stegnach
Do warzywniaka weszła delegacja wredna
Dotykają pomidorów i jabłek
Tak, jak się dotyka twarzy umarłych
Właściciel patrzy na nich, potem na zegarek
Właściwie mógłby się wziąć za zamykanie
Ale ci nic nie kupują i nie mówią nic
Grubszy rozgniata w pięści winogrona kiść
Lato się dobija jeszcze trochę do szyb
Słońcem gorącem, z daleka słychać bit
Jakieś dzieciaki pod dźwięki boomboxa
Próbują na betonie Jordanowi sprostać
No, to jak będzie — to ten chudy jak tyka
Się namyśliłeś — i zapalniczką pstryka
Nawet gdybym miał, to bym nie zapłacił
Niech wam, gnojki, płacą ci, co sami są bogaci
A myśli szybko biegną
By wpadać w czarne sedno
By łączyć się ze strachem
W wydyganą, lepką jedność
A oczy ledwo patrzą
Jakby patrzyły w bagno
Jakby zapadły na chorobę
Trochę nieładną
A myśli szybko biegną
By wpadać w czarne sedno
By łączyć się ze strachem
W wydyganą, lepką jedność
A oczy ledwo patrzą
Jakby patrzyły w bagno
Jakby zapadły na chorobę
Trochę nieładną
Północ, sierpień, księżyc, górka
Niedaleko CPN-u, gdzie wódka na półkach
Młody wcześniej wziął setkę na spokój
Czeka na tego, który wyjdzie z mroku
Wszystko się uda, flota pójdzie na wakacje
Pierwszą bieliznę dla Anki i drobne atrakcje
Niech się nie trzęsie ten kurewski papieros
To zwykły koleś, a nie żaden heros
Się witają, bez słowa
Banknotów zwitek i plecak młodego
Zamieniają się miejscami
Gdy wyciąga rękę po raz pierwszy, spokojny
Czuje zimną lufę pod młodymi żebrami
Oddaje pieniądze i przełyka ślinę
Myśli: jestem durniem
A ty wszawym sukinsynem
Bum, błysk i hałas
Warzywniak złożony do środka
Młody patrzy w księżyc
Pewien, że nie żyje
A myśli szybko biegną
By wpadać w czarne sedno
By łączyć się ze strachem
W wydyganą, lepką jedność
A oczy ledwo patrzą
Jakby patrzyły w bagno
Jakby zapadły na chorobę
Trochę nieładną
A myśli szybko biegną
By wpadać w czarne sedno
By łączyć się ze strachem
W wydyganą, lepką jedność
A oczy ledwo patrzą
Jakby patrzyły w bagno
Jakby zapadły na chorobę
Trochę nieładną
Written by: Emiliano Jones, Pablopavo
instagramSharePathic_arrow_out􀆄 copy􀐅􀋲

Loading...