album cover
Skala
39
Hip-Hop
Skala was released on December 2, 2020 by HASHASHINS as a part of the album Neopunk
album cover
AlbumNeopunk
Release DateDecember 2, 2020
LabelHASHASHINS
LanguagePolish
Melodicness
Acousticness
Valence
Danceability
Energy
BPM

Credits

PERFORMING ARTISTS
Feno
Feno
Performer
Frank
Frank
Performer
Białek
Białek
Performer
COMPOSITION & LYRICS
Feno
Feno
Composer
Frank
Frank
Composer
Białek
Białek
Lyrics
PRODUCTION & ENGINEERING
Białek
Białek
Producer

Lyrics

Myśleli, że są tacy sami, skoro dawkują stres
Po przełamaniu czwartej ściany, mój fundament to gniew
W kodzie mam zapisany nawyk, by brać więcej niż jest
Wy macie twarze jak ze skały, gdy po prostu się mijamy
Bo mnie nie ma w waszej skali, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Bo się nie mieszczę w waszej skali, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Bo się nie mieszczę w waszej skali, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Bo się nie mieszczę w waszej skali, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Patrzę na typa z gablotą, bo już się przyjrzałem tym blokom
On się nie przygląda fokom, których nie oszpecił botoks
On pewnie ma tego potąd, za dużo papy poleciało w błoto
Puste pazery ze złotą powłoką (ya, ya, ya)
Patrzę na typa z gablotą, bo już się przyjrzałem tym blokom
On się nie przygląda fokom, których nie oszpecił botoks
On pewnie ma tego potąd, za dużo papy poleciało w błoto
Puste pazery ze złotą powłoką, wpadasz za chwilę, gdy wpadłeś jej w oko
Okoliczności łagodzące są
Miałeś, kurwa, turbofazę, gdy cię brała na bok
Nad ranem prawdziwy szok, gdy widzisz parszywy blok
Gdy myślisz, co, gdzie i skąd, i skąd, i skąd, skąd ty tu...
Myśleli, że są tacy sami, skoro dawkują stres
Po przełamaniu czwartej ściany, mój fundament to gniew
W kodzie mam zapisany nawyk, by brać więcej niż jest
Wy macie twarze jak ze skały, gdy po prostu się mijamy
Bo mnie nie ma w waszej skali, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Bo się nie mieszczę w waszej skali, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Bo się nie mieszczę w waszej skali, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Bo się nie mieszczę w waszej skali, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Nie mieszczę się w żadnej skali, jestem niereformowalny
Bliscy się martwią, bo w połowie martwy, przekręcam licznik dwa razy
Wciśnięty w podłogę, jakbym przekopę gdzieś dostał, niejedokrotnie wymieszany z błotem
A okazji, których nie wykorzystałem, wydzwaniają do mnie
Czasem pochopnie stawiane są kroki, skutki uboczne przyjmuję na klatę
A ciebie to boli, ej, kurwa, to z tobą coś nie tak, wariacie Przeżyłem bardzo dużą dozę goryczy, przepiłem ją wódką i teraz se tańczę
Proszę nie pierdolić mi, co się liczy, pozwólcie, że sam sobie wszystko ogarnę (ej)
Nowy dzień, ten sam ja, zrzucam stres, zwalniam czas
Od skrajności w skrajność, a trzymam się jakoś i tak
Nowy dzień, ten sam ja, zrzucam stres, zwalniam czas
Od skrajności w skrajność, a trzymam się jakoś i tak
Myśleli, że są tacy sami, skoro dawkują stres
Po przełamaniu czwartej ściany, mój fundament to gniew
W kodzie mam zapisany nawyk, by brać więcej niż jest
Wy macie twarze jak ze skały, gdy po prostu się mijamy
Bo mnie nie ma w waszej skali, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Bo się nie mieszczę w waszej skali, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Bo się nie mieszczę w waszej skali, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Bo się nie mieszczę w waszej skali, nie, nie, nie, nie, nie, nie
Written by: Białek, Feno, Frank
instagramSharePathic_arrow_out􀆄 copy􀐅􀋲

Loading...