album cover
Patyna
57
Hip-Hop/Rap
Patyna was released on April 1, 2026 by 4resh we7akecare as a part of the album Patyna - Single
album cover
Release DateApril 1, 2026
Label4resh we7akecare
LanguagePolish
Melodicness
Acousticness
Valence
Danceability
Energy
BPM89

Music Video

Music Video

Credits

PERFORMING ARTISTS
4resh we7akecare
4resh we7akecare
Vocals
Włodi
Włodi
Vocals
Antiquant
Antiquant
Performer
COMPOSITION & LYRICS
4resh we7akecare
4resh we7akecare
Lyrics
Włodi
Włodi
Lyrics
Antiquant
Antiquant
Composer
PRODUCTION & ENGINEERING
Antiquant
Antiquant
Producer
Sensi
Sensi
Mastering Engineer, Mixing Engineer

Lyrics

Ah
4resh
Antiquant
Włodi
Patyna
Wiem, jak być zdradzonym, i jak zdradzić
Wiem, jak bić pokłony i jak kadzić
Wiem, jak być pokornym i mieć za nic
Wszystko i nic
Od lat chodzę do pracy i mam szefa
I jaki nie byłby to układ, to mi płaci
Według pewnych norm to mu podlegam
Chociaż widujemy się też po pracy
Możesz mieć we mnie hypemana
Umiem się wycofać i nie obraża wcale mnie ta rola
Stoję twardo na nogach, ale zdarzyło się klękać
Gdy jej sukienka opinała biodra
Grzebałem w portfelu i w telefonie
Dziś traktuję to jak złe doświadczenia
Co ma wisieć, przecież, kurwa, nie utonie
Wszyscy jesteśmy Chrystusami od urodzenia
Staram się nie oceniać, byłem klasowym pajacem
Dziś nadal możesz mieć mnie za błazna
Przebacz, ja kiedyś sobie sam przebaczę
Na razie brud nawarstwiam, kolejna warstwa
Sadzę grynszpan, jak ty bukszpan
W każdym razie szpan, bez niego nic nie warta
Ani ojca, mama taka wariatka
Bóg nie gadał do gówniaka, aha
Nasza klasa miała hehe
Nie przepraszam, wciąż za wcześnie
Poleruję ciągle miedź
Wiem też, że dziś sama odpowiadam
Próżna wcale, ale pyszna
Tylko to mnie jeszcze niesie
Bo się prędzej nie poddałam
Dzierżę próżnię i śniedzieję
Może śniedź się stanie treścią
Patrzę na jej warstwy ledwie
Może kiedyś uszlachetnię
I ten syf zamienię w rzeźbę
W każdym razie on jest stały
Odpowiadam, chcę czy nie chcę
Solisz rany i nie czeźnie
Bo to flow jest tlenem bez
Umiem zgubić się w tłumie, chociaż znaną mam twarz
Umiem się dopasować, umiem burzyć
Umiem wyrównać rachunek, co zalegał od lat
Umiem rozpoznać miłość i jej służyć
Mam swój nałóg i go karmię
Choć specjalnie to nie jestem z tego dumny
Moje oczy świecą jak latarnie
Gdy rozrzucone słowa układam w kolumny
Zwykle napawam się ciszą
W napadach weny wersy piszą się same
Parę klatek z tego filmu chciałbym wyciąć
Bo w złych warunkach były nagrywane
Uczucia mam mieszane
Ale jointy do tej pory palę czyste
Jej obecność wypełnia mieszkanie
Ja w dżdżyste poranki wypełniam swoją misję
Palenie mostów zostawiam na potem
Zysków i strat, jak fitów, nie liczę
Dziś je przekraczam w tą i z powrotem
I tak po ludzku staram się nie zdziczeć
Written by: 4resh we7akecare, Antiquant, Włodi
instagramSharePathic_arrow_out􀆄 copy􀐅􀋲

Loading...