album cover
Czynnik Propaganda
8
Pop
Czynnik Propaganda was released on March 10, 2001 by Parlophone Poland as a part of the album N.O.C.C.
album cover
Release DateMarch 10, 2001
LabelParlophone Poland
LanguagePolish
Melodicness
Acousticness
Valence
Danceability
Energy
BPM98

Credits

PERFORMING ARTISTS
Fu
Fu
Performer
PONO
PONO
Performer
Koras
Koras
Performer
Felipe
Felipe
Performer
Peper
Peper
Performer
Mieron
Mieron
Performer
COMPOSITION & LYRICS
Lukasz Gawel
Lukasz Gawel
Lyrics, Composer

Lyrics

Dobra, dobra, dobra
Brutalna strefa, gdzie pierdolnąć trepa
O bogactwo zazdrość ślepa
Wysypana biała ściecha, zakrwawiona brecha
Mordobicia słychać echa
Poszkodowany typ, ten ma pecha
Dostał, kurwa, w mordę i narzeka
To nie nowość, nie eureka
Nienawiść sprawiedliwość waszą sądzić będzie
I tak było, i tak będzie
Beztroskie życie nigdy nie nadejdzie
Wiele umysłów z pokolenia na pokolenie uszkodzonych
Zatruty umysł, nie ma pojęć wrodzonych
Wielu ludzi aż do dna syta przepalonych
Swą ciężką pracą upokojonych spłukanych
Lub zarobionych, wkurwionych, trzeźwych
Lub upalonych, na przypale, na robocie przytrafionych
Młodych łebków ogolonych, życia przestraszonych
Dokonując czynów niezliczonych
Nadająca życia parę groszy zaszczepiony
Od tego pęka głowa, wrzask
Tylko czekaj, na każdego przyjdzie czas
Bezpieczeństwo mas powierzają władzom
Kto ochroni nas przed nią samą
Na pokaz rozkaz wykonano
Zakuwano chłopaczynę, nie pytano o przyczynę
Przypisano mu winę, by szef pochwalił glinę
I z tym niby wyczynem, że niby potrafią
Cipy telewizyjne mówią, że walczą z mafią
Akcja trwała godzinę
Rodzinę zbudzono, rzucono na glebę
Przedtem wyważono drzwi
Nigdy nie bądź pewien
Bo się zdziwisz, gdy
Ci z 997 ciebie napadną
Policja jest legalną bandą, powód zawsze znajdą
Dowód po ich stronie prawo, co ty na to
Typ ze szmatą się wozi, dzieciakom grozi
Unosi ton, kondon ma broń
Myśli, że wszystko może
Weź się goń od małolatów, prowokatorzy ataków
I tak...
I tak zakuł kolejne niewinne osoby
Uważaj, bo każdy z nas to potencjalna zdobycz, elo
Ich przepisy to iluzja
To, to... to iluzja
Nie daj się ogłupić!
Ich przepisy to iluzja
To, to... to iluzja
Moja wina, moja bardzo wielka wina
Że żyję w świecie, gdzie liczy się każda chwila, każda godzina
Wszystko się łamie, wszystko przemija, coś rozpoczyna
Nie daj się złamać, bo człowiek jest winny
To dla ludzi, którzy własne wady wytykają innym
Nie na szkodę innym
Ta kwestia jest czynnikiem nieomylnym
Tu diabeł gości, Warszawa miasto złości
To okaz pełni naiwności
Ukrytej przemocy w codzienności
Zet, nie do zawistości, przestępczości
To czynnik zet bez litości
Gruby papier hajsu bezwzględności
Układy w parlamencie, fałszywe wzajemności
Subtelna aluzja rzeczywistości
Rozejrzyj się, masz wokół całą prawdę
Pamiętaj, zbieraj korzyści z tego dawkę
Jeden wybiera Biblię, drugi strzykawkę
Otwórz okno na świat
Weź głęboki oddech, zabij strach, właśnie tak (tak, tak!)
Pedale, prowadzisz ludzi na sądową salę
A kurwy z twego fachu są bezkarne
Paragrafy prawne, ustawy, nic warte prawo
Dla chłopaka, co od życia dostał mniej niż mało
Czy zastanawiało to kiedyś sędzinę
Że przypisano winę chłopaczynie, który kradł
By utrzymać rodzinę
Wpadł, bo nie miał na blat
Teraz na świat patrzy zza krat
Nie wystarczy? Przykład porównawczy
Pamiętasz akcję Słupsk?
Dzieciak oberwał policyjną lagą w mózg
Upadł i nie wstanie już, tętno nie pulsuje
Serce matki krwawi, pies winę tuszuje!
To tylko jeden przykład, a ton boli
Nie zmienisz tego wbrew swojej woli
Czy widok tylu patroli zaspokoi społeczeństwo?
Czy czujesz bezpieczeństwo?
Ich przepisy to iluzja
To, to... to iluzja
Nie daj się ogłupić!
Ich przepisy to iluzja
To, to... to iluzja
Dziś teczki akt utajnione ściśle
Świadkowie mimo woli na dnie w Wiśle
Ktoś trzyma za sznurki i zagrywa zmyślnie
Jak capo di tutti capi
By ujawnić się nie kwapi, jak i jego stały klient
Szelma, prominent, immunitet chroni świnię
Byle sabotaż zrzędnie mu minę
Ten dygnitarz z szatanem zawarł angaż
Teraz niemoralny szantaż
Dobrobytu aranż, w stylu dwóch goryli, willa, garaż
Limuzyna, korpus dyplomaty, dyrektywa
Za wszelką ceną podnieść życia stopę
W świecie, gdzie milczenie złotem
Wytęż słuch, jestem tuż tuż
Ja i Koro, Pono, Mieron, Peper, Fusz
Elo, duchem bądź zdrów, bo bez tego ani rusz
Zipero crew, realiów kontrabanda
Kontra standard propaganda
Czysty hazard
To codzienność, brak skrupułów z konieczności
Moje bezpieczeństwo tylko w rękach opatrzności
W policyjnym państwie to przeżycia forma
Tam gdzie nadużycia, to już norma
Na własnej skórze odczute niejednokrotnie
W TV odwrotnie prezentują
Jak żyć bezpiecznie, niby informują
Tych co się zbuntują, na demonstracji staranują bez wahania
I propaganda działa, kwitnie społeczna mania
Oglądania się na innych, szukania winnych
Kontrolowania, rutynowe spisywania
Kolejny bęben, by w skutkach nie okazał się fatalnym
By nie dać satysfakcji psom
By nie stać się kozłem ofiarnym
Przypadki chodzą po ludziach, cykliczne
Te słowa spontaniczne, dla niektórych zbyt cyniczne
Na próżno, ja nie zbastuję
Do jebanych norm się nigdy nie dostosuję
Bo wiadomo, że policja to jebane szuje
Jeden siedzi na stołku, drugi na ulicy obserwuje
Zobacz tylko, jak skurwysyn się prostuje
Trzeci godność twą w zasranym notesie wpisuje
Konfident pucuje, pies się wczuwa
Bo następnego chłopaczynę żelazem zakuwa
On jebany wcale się tym nie przejmuje
Myśli tylko o tym, że ma władzę i że awansuje
Wojska dyga, do policji wstępuje
Większość, mniejszość nielegalnie i tak wiem, że pracuje
Stresuje, bo była i będzie zawsze taka sama
Teraz się wyżywa, w podstawówce katowali drania
Chama, wtedy nie miał czym się zasłaniać
Ani kim, teraz dla nich nienawiści wielki rym
Dla Z.I.P śmigam z tym
Proste, że on zdaje sobie z tego sprawę
CHWDP na cały świat, a szczególnie na Warszawę
Ich przepisy to iluzja
To, to... to iluzja
Nie daj się ogłupić!
Ich przepisy to iluzja
To, to... to iluzja
Written by: Lukasz Gawel
instagramSharePathic_arrow_out􀆄 copy􀐅􀋲

Loading...